Jak straciłem 135 000 zł w jednym roku. Case study, część 1/7.

Opublikowano 25 lutego 2021 r.

Kupowałem wtedy dolary. Była końcówka 2014 roku

Chciałem zapłacić swojemu partnerowi biznesowemu w Chinach, jak co tydzień, około 20 000 USD. Nic mi się nie zgadzało, ponieważ kurs, po którym mogłem kupić dolary, był, jak dobrze pamiętałem, dużo wyższy od tego, który był użyty przy fakturowaniu 30 dni wcześniej. Szybko się zorientowałem, że kurs USD faktycznie wzrósł, a w ciągu roku zmienił się nawet z 3,03 do 3,70, czyli o 22%.

„O matko” – pomyślałem wtedy. Przecież firma zarabia kilka procent na sprzedaży podstawowego produktu, a koszt zwiększył się o ponad 20%, bo dolar zdrożał. Jak w takim razie my jeszcze funkcjonujemy?

Przypomniałem sobie wtedy o sygnałach z księgowości, które docierały do mojej świadomości

Powtarzały się regularnie, a komunikat brzmiał: wysokie ujemne różnice kursowe. Przyczynę swojej ignorancji znam – nie było to aż tak ważne. Chodziło w tamtym czasie o to, by zbudować rynek, sieć odbiorców i zwiększyć przychody, a nie przejmować się elementami, na które nie mamy wpływu.

Postanowiłem sprawdzić i policzyć, ile firma straciła

Zdefiniowałem zadanie i koleżanka, która zajmowała się współpracą z księgowością, policzyła, ile faktycznie firma straciła. Na szczęście okazało się, że coś zarobiliśmy, ponieważ zakupy dolarów były w trybie ciągłym i całe 22% umocnienia się dolara nas nie dotyczyło. Było to jednak dla mnie mało pocieszające, ponieważ ostatecznie w całym roku straciliśmy ok. 135 000 zł na wahaniach kursów walut!!!

Ale byłem wtedy zły i bezradny jednocześnie. Strata tak bolała, że wyobrażałem sobie, co za tę kwotę można było kupić: kupić kolejny samochód służbowy, zatrudnić 2 osoby do rozwoju rynku, a opony zimowe i ich koszt to w ogóle nie byłby temat. Miałem uczucie, jakbym był Czerwonym Kapturkiem, który, wymachując po lesie pełnym koszykiem, zorientował się, że w koszyku już niewiele zostało, bo wszystko w wyniku tej lekkomyślności po prostu wypadło.

Zły na siebie byłem również dlatego, że zdałem sobie sprawę, że księgowa wiele razy mówiła mi o ujemnych różnicach kursowych, że mają one wpływ na osiąganą rentowność i po prostu należałoby się nimi zająć.

Zdałem sobie sprawę wtedy, że radosny rozwój biznesu poprzez zwiększenie sprzedaży nie może być pozbawiony zarządzania ryzykami tego biznesu. Przecież kluczowe ryzyko tej firmy to zmiana kursu waluty w czasie, bo ma to kluczowy wpływ na rentowność przedsiębiorstwa. Wystąpienie tak nieprzewidywalnego efektu dało mi do myślenia i zmusiło, bym podjął decyzję o zajęciu się tematem, by sprawa więcej nie powróciła.

Zająłem się tematem osobiście i chciałem go rozwiązać na własną rękę. Powody były dwa: z jednej strony byłem tak wkurzony na siebie, że straciłem, i nie czułem, że mogę komuś powierzyć takie zadanie, a z drugiej strony było mi trochę wstyd, aby komukolwiek się pochwalić.

Ciąg dalszy nastąpi…

Chcesz policzyć, ile kurs kosztuje Twoją firmę? Zostaw numer lub e-mail.